Mam takie dni kiedy wysiadam i mam ochote. Wtedy w glowie rodzi sie plan i jestem bliska zrealizowaniu tego planu..ale zawsze pojawi sie ktos kto wybije mi to z glowy..
to jest tak silne, że nie mam siły by z tym walczyć. krążą po głowie jak te cholerne ptaki hitchcocka, dziobią w oczy, pazurami ryją mózg i aż się proszą o rychłą realizację.
Ostatnio właśnie myślałam czy się nie zabić, ale wiem, że jeśli to zrobię ludzie szybko o mnie zapomną i będę widziana jako walnięta osoba. Więc chyba jeszcze trochę pociągnę.
co z tego, że jeszcze tu jestem?
codziennie popełniam psychiczne samobójstwo.
każdy dzień coraz bardziej ciąży.
łzy stają się coraz boleśniejsze.
tlen każdego dnia dusi bardziej.
coraz bardziej zgięte plecy.
od kolejnych dziennych porażek.
dla siebie już dawno nie istnieję.
szczęście nie jest możliwe.
zostało tylko samozniszczenie...
chociaż wiem, że wezmę moje dragi i mi przejdzie... ale jakoś ich nie wzięłam od kilku dni..
Wiek: 36 Dołączyła: 18 Gru 2009 Posty: 10530 Skąd: świat
Wysłany: 2009-12-24, 09:49
czuczi, sama nie przerywaj leczenia przecież sama widzisz, że bez dragów gorzej się czujesz. Ten stan nie będzie trwał wiecznie, spokojnie, ale trochę musisz się przemęczyć.
W końcu będzie dobrze
Przejęcie kontroli nad światem za pomocą łyżeczki i waty cukrowej
Na przypale, albo wcale - o tym będą musicale!
Jak widelcem kompot jesz.