To jest dobre. Cztery lata miałam dzień w dzień myśli samobójcze i przeżyłam. Oczywiście zakończyło się to próbą samobójczą. Myślałam, że tak powinno być. Lekarz się dziwił, że jak ja tyle wytrzymałam z myślami samobójczymi. Nie wiem. Codziennie myślałam, że się zabije. Nie radze sobie z tymi myślami. Planuje samobójstwo i to jakby ratuje mnie bo plan jest szczegółowy i wymaga przygotowania. Chociaż jak miałam samobójcze myśli to było jakoś po atakach paniki. Lekarz mi dawał leki ale wywołały one myśli samobójcze przez trzy dni myślałam, że zrobie coś głupiego, impulsywnego. Przestało się dla mnie liczyć to, że przy okazji komuś mogę zrobić krzywde. To przetrwałam to i poprosiłam o pomoc mojego lekarza. Tak wylądowałam w psychiatryku, gdzie 3 tygodnie to były tortury przez leki jakie dostawałam. W takich trudnych momentach, słucham ciężkiej muzyki związanej z umieraniem. Nie żałuje, że poprosiłam o pomoc, pomimo tego że drugi raz wylądowałam w szpitalu ale na oddziale psychosomatycznym. Moje życie nadal jest bezcelowe i bezsensu, ale żyje. Niedługo znowu idę na oddział na psychosomatyke. Wiem, że to nic w moim życiu nie zmieni, ale lekarz chce mnie widzieć tam i wtedy mi wystawią w końcu prawidłową diagnoze bo za pierwszym razem nie mogli bo chyba za wcześnie było na to, żeby stwierdzić u mnie schizofrenie prostą.
"Czasami celowo upuszczam filiżankę, aby rozbiła się na podłodze.
Nie jestem zadowolony z tego, że nie może wrócić do pierwotnej formy.
Być może pewnego dnia filiżanka znów będzie cała."