You know you did me wrong (mmm)
Just one more cup of coffee 'fore I go (mmm)
I know I better stop and cut the show (mmm)
I'll leave you all the memories and go, I'ma go
Chyba źle ze mną. Robi się okropnie.
Nie mogę patrzeć na zawód osób, które próbują mi pomóc, a nie są w stanie. Na obciążenia, jakie dostają "gratis". Czuję się jak obrzydliwy problem w każdej relacji, jaką nawiązałam. Nie potrafię spełnić najmniejszych, podstawowych oczekiwań. Nikogo zadowolić.
Chce mi się płakać. Nie mogę ze sobą wytrzymać. Sam fakt bycia przygniata do dna, a efektem jest to, że nie widzę w niczym sensu. Nie wiem, co czuję poza nienawiścią do siebie i myślami o śmierci, które nawiedzają na każdym kroku. Nie powinno mnie tu być. Nie chcę.
śpiewały ptaki, gdy wracałem nad ranem
i nie czułem euforii, tylko to,
że przegrałem.
Dołączył: 04 Sie 2023 Posty: 21 Skąd: podkarpackie
Wysłany: 2023-08-05, 12:48
Widzę, że masz 19 lat. Może masz jakąś tragiczną, mroczną przeszłość za sobą, to rozumiem. Ale to głupie, spróbuj studiów, pracy, może jakiś mężczyzna. [Edytowałam ze względu na nieodpowiednią treść. Takajakinne
Ostatnio zmieniony przez takajakinne 2023-08-05, 16:08, w całości zmieniany 1 raz
Jako osoba upośledzona nie jestem w stanie zmienić swojej sytuacji.
Nie jestem w stanie naprawić swojego życia.
Nie jestem w stanie wydobrzeć.
Nie istnieje żadna forma, żaden środek, żaden instrument, który byłby w stanie to wszystko odmienić...
"Profesjonalna" pomoc, która dla części "zwykłych" cierpiących osób jest właśnie pomocą "prawdziwą", w moim, upośledzonym przypadku nie ma rzeczywistego zastosowania...
***
"Maskując" się, miałem możliwość przez kilka pierwszych tego chwil żyć i poczuć się jak normalny, szczęśliwy człowiek...
Wszystko to oczywiście błyskawicznie się skończyło.
Wszystko to wyrządziło mi jedynie jeszcze większą krzywdę...
Ale dzięki tym kilku pozornym, fałszywie lepszym momentom, dziś już wiem, że całe moje cierpienie wynika jednoznacznie, wyłącznie z mojego autyzmu...
A nie jestem przecież w stanie cokolwiek z nim zrobić...
Nie jestem przecież w stanie usunąć przyczyny swojego cierpienia...
I nie jestem w końcu stanie radzić z nią sobie wyraźnie "jeszcze" lepiej, niż robię to dotychczas...
***
Instrument, który proponuje się wszystkim cierpiącym osobom, w moim wypadku nie ma prawa zadziałać...
Nie jest on w stanie zmienić mojej "niezmienialnej" sytuacji ani pomóc mi w zmienieniu jej samemu.
Nie mógłby on służyć, jak ma to miejsce w przypadku wielu cierpiących osób, "zmianie myślenia", nauczenia radzenia sobie z daną sytuacją, zaakceptowania czegoś, pogodzenia się z czymś...
Bycie upośledzoną, dysfunkcyjną osobą, która nie jest w stanie normalnie funkcjonować, nie jest czymś, w przypadku czego "wystarczy jedynie zmiana myślenia", by móc zacząć czuć się dobrze...
Nie jest czymś, z czym można "nauczyć sobie radzić"...
Nie jest czymś, co da się zaakceptować...
Nie jest czymś, z czym można się pogodzić...
***
"Instrument" ten nie byłby też w stanie przynieść mi choćby ulgi...
Oferowanie mi nieprawdziwej, cynicznej, komercyjnej, interesownej "troski" jeszcze bardziej tylko pogłębi moje cierpienie...
Karmienie mnie fałszywą nadzieją - która, pomimo takiego jej charakteru, i pomimo sztucznego poprawiania samopoczucia, "zwykłym" osobom mogłaby pomóc w rzeczywiście prawdziwej zmianie swojej sytuacji - w moim przypadku byłoby tylko robieniem mi krzywdy...
***
Nie mam możliwości, by stać się normalnym, szczęśliwym człowiekiem...
Jedyne, czego mogę pragnąć, to choć częściowego ukojenia swojego bólu...
Wszystko to mogłoby sprawić, że swojej tragicznej, najgorszej możliwej sytuacji, z której nie jest możliwe, by wyjść, czułbym się jednak choć trochę lepiej...
To w moim przypadku "prawdziwa" pomoc..
Samemu robiłem wszystko, poświęcałem wszystko, byle tylko udzielić jej innym cierpiącym osobom, którym też nikt poza mną nie chciał pomóc, a które tak bardzo jej potrzebowały...
Samemu nigdy jej nie otrzymałem...
A samemu nie jestem w stanie jej sobie udzielić...
Nie istnieje żadna forma, żaden środek, żaden instrument, który byłby w stanie to wszystko odmienić...
Jedyną osobą, która może dokonać zmian jesteś Ty sam. Piszesz, że nie jesteś w stanie naprawić swojego życia i wydobrzeć. a czy mógłbyś rozwinąć konkretnie co jest do naprawienia albo co byś chciał zmienić by było w Twoim życiu lepiej? Jakie konkretnie masz na ten temat wyobrażenia?
Psychoterapia i farmakoterapia daje narzędzia do zmian, ustabilizowania swojego życia, emocji, uspokojenia głowy by wdrążyć zmiany.
Yui napisał/a:
Nie mam możliwości, by stać się normalnym, szczęśliwym człowiekiem...
Co według Ciebie oznacza bycie normalnym? Jak wygląda wg Ciebie normalny, szczęśliwy człowiek? Jakie ma cechy?
Yui napisał/a:
Samemu robiłem wszystko, poświęcałem wszystko, byle tylko udzielić jej innym cierpiącym osobom, którym też nikt poza mną nie chciał pomóc, a które tak bardzo jej potrzebowały...
Wydaje mi się, że najbardziej złudne jest dawanie samemu sobie nadziei, że jeśli się komuś pomoże to w chwilach kryzysu ktoś pomoże nam... Poświęcanie się dla innych, daje różne lekcje na przyszłość, w których można wyciągnąć także coś pożytecznego na siebie.
Samemu robiłem wszystko, poświęcałem wszystko, byle tylko udzielić jej innym cierpiącym osobom, którym też nikt poza mną nie chciał pomóc, a które tak bardzo jej potrzebowały...
Samemu nigdy jej nie otrzymałem...
Jakiej konkretnie pomocy, której nie jesteś w stanie sam sobie udzielić, oczekiwałbyś od kogoś? Prosiłeś o pomoc, albo szukałeś jakiegoś wsparcia? Warto trochę konkretniej powiedzieć czego potrzebujesz, bo tak to nawet ciężko cokolwiek odpisać/
Oczekiwanie pomocy w zamian za to, że się komuś pomogło brzmi trochę egoistycznie, conajmniej jak transakcja. Jasne można mieć poczucie niesprawiedliwości, ale finalnie pomoc raczej jest z definicji jednostronna.
It has been said that astronomy is a humbling and character-building experience. There is perhaps no better demonstration of the folly of human conceits than this distant image of our tiny world.
Przepraszam, Sweden, przepraszam, void, i przepraszam wszystkie pozostałe osoby, które kiedykolwiek przeczytały czy zareagowały na jakikolwiek mój post...
Przepraszam, że tak bardzo przestraszyłem Was tym, jak bardzo cierpię, i tym, w jakim stanie psychicznym się znajduję...
Przepraszam, że pisząc te wszystkie posty, całkowicie wbrew swojej woli "zobowiązałem" Was i "zmusiłem" Was do tego, by zareagować...
Naprawdę nic z tego nie było moją intencją...
Przepraszam...
***
Nie wiem, kiedy będę w stanie móc odpisać na Wasze posty...
Ani nie wiem, czy w najbliższym czasie - czy raczej w ogóle... - powinienem kontynuować swoją aktywność na tym forum...
Bardzo pragnę jednak, przynajmniej w międzyczasie, Was uspokoić...
Bardzo nie chcę, żebyście się o mnie bali albo zamartwiali się mną...
Niezależnie od wszystkiego nie grozi mi żadne niebezpieczeństwo, ani nie ma żadnego ryzyka, bym coś sobie zrobił...
Yui, nie chodzi o to czy kogoś przestraszyłeś, po prostu zadałem pytanie, bo tak wygląda normalna interakcja, ale za każdym razem unikasz odpowiedzi. Jeśli nie chcesz odpowiadać, to ok, to nie przesłuchanie. Jeśli jednak nie jesteś w stanie zakomunikować jaka pomoc byłaby Ci potrzebna (skoro piszesz, że jej nie otrzymałeś, to jednak chyba masz jakieś jej wyobrażenie) to trudno nawet cokolwiek odpowiedzieć. Nie chodzi mi o ocenianie tego czy Twoje wyobrażenie pomocy jest słuszne czy nie, bo to Twoje potrzeby, a najzwyczajniej to mogłoby być pierwszym krokiem to zrozumienia.
P.S. Mnie nie zmusiłeś pytam jako zwykły użytkownik, nie z jakiegoś obowiązku ani z zamartwiania się, jak każdego tutaj, bo zwyczajnie mam ochotę zrozumieć i poznać Ciebie. Dla mnie po prostu na tym polega rozmowa.
It has been said that astronomy is a humbling and character-building experience. There is perhaps no better demonstration of the folly of human conceits than this distant image of our tiny world.
Yui, przyznam, że nie rozumiem dlaczego unikasz nawiązania kontaktu i udzielenia odpowiedzi.
Swoich postów jednak nie piszesz na kartce i nie chowasz ich do szuflady a zamieszczasz w ogólnodostępnym miejscu, więc zapewne liczysz się z tym, że w końcu ktoś zareaguje na tak formułowane posty - w końcu jest to forum, a to z definicji miejsce do rozmawiania, wymiany poglądów.
Tu nie ma przymusu dla żadnej ze stron.
Twoje posty nie zawierają też niczego obraźliwego, więc nie widzę powodu byś miał kogokolwiek przepraszać za swoją aktywność.
Nie bardzo też wiem, dlaczego założyłeś iż zareagowanie na Twoje posty = zamartwianie się o Ciebie, to dla mnie dwie różne rzeczy.
To, że reaguję na posty to nie jest kwestia przypisanej funkcji administratorki forum.
heh.. to nic nie wnosi, lecz nie mam napisać więcej czegokolwiek siły. W sumie nazwa tematu opisuje to. To wszystko na co mnie stać. Było dobrze i lepiej, ale teraz naprawdę potrzebuję tym głupim "heh" wyrazić. Jestem nieważna dla innych, ale dla samej siebie bardziej jeszcze.
śpiewały ptaki, gdy wracałem nad ranem
i nie czułem euforii, tylko to,
że przegrałem.
heh.. to nic nie wnosi, lecz nie mam napisać więcej czegokolwiek siły. W sumie nazwa tematu opisuje to. To wszystko na co mnie stać. Było dobrze i lepiej, ale teraz naprawdę potrzebuję tym głupim "heh" wyrazić. Jestem nieważna dla innych, ale dla samej siebie bardziej jeszcze.
To, co napisałaś - wbrew temu, co stwierdziłaś na początku swojej wiadomości - wcale nie jest dla nas czymś, co nic nie wnosi... Jest wręcz przeciwnie.
To, jak się czujesz, jest dla nas niezwykle ważne. I dobrze, że się tym z nami - choćby w takiej formie - podzieliłaś, i choćby w taki sposób choć trochę tym sobie pomogłaś.
***
Bardzo nam wszystkim przykro, że znowu tak okropnie cierpisz… Że znowu czujesz się tak źle…
Że - niezależnie od tego, jak bardzo chciałabyś wydobrzeć, jak bardzo pragnęłabyś przestać czuć się tak źle, jak bardzo robiłabyś wszystko, co tylko możliwe, żeby tylko to wszystko zmienić - nie jesteś w stanie...
Że zawsze - nawet kiedy w końcu choćby na chwilę następuje już ta tak upragniona zmiana, nawet kiedy nareszcie przestajesz przez cały czas czuć się aż tak źle - niedługo później wszystko to, co tylko najgorsze, z pełną mocą powraca…
Nie wiem, dlaczego coś takiego cały czas Ciebie spotyka… Nie rozumiem, dlaczego przez cały czas musisz czegoś tak potwornego doświadczać…
***
Rozumiem to, że w sytuacji, w której się teraz znajdujesz - w której jesteś w tak okropnym stanie psychicznym, w której tak potwornie się czujesz... - wszystko inne nie ma znaczenia... Że wszystko pozostałe jest nieistotne, że wszystko pozostałe nic nie znaczy... W pełni rozumiem to, jak i przede wszystkim dlaczego tak się czujesz…
Chciałbym jednak, żebyś wiedziała, że wbrew temu, co piszesz, nie jesteś nieważna. Że prawda jest zupełnie inna...
Jesteś niezwykle ważną osobą. Niezwykle wartościową, niezwykle wspaniałą, niezwykle niesamowitą...
Bardzo chciałbym, żeby Twoja sytuacja kiedyś się zmieniła... Żebyś kiedyś mogła poczuć się lepiej i dzięki temu sama mogła poczuć, uświadomić sobie i zrozumieć, jak niezwykłą i wspaniałą osobą jesteś.
***
Mam nadzieję, że ta wiadomość nie jest wobec Ciebie obciążająca… Że nie stanowi ona naruszenia Twoich granic, że nie wywoła ona efektu całkowicie przeciwnego do zamierzonego... Rozumiem też to, że również i ona pozostanie bez żadnego odzewu i akceptuję to.
Pomimo tego i tak bardzo chciałem ją napisać… I tak bardzo chciałem przynajmniej spróbować zrobić coś, co byłoby w stanie choć trochę Ciebie wesprzeć...
Nie chciałbym, żeby Twoje cierpienie i Twoje wołanie o pomoc pozostawały bez żadnej odpowiedzi…