Wiek: 40 Dołączyła: 24 Gru 2025 Posty: 115 Skąd: Europa
Wysłany: 2026-01-12, 10:48
No jakbys zgadla. Chociaz tyle, ze jestem na polnocy, wiec w tej bardziej 'nowoczesnej' czesci kraju.
Jezdzisz czasem autobusami miejskimi? Mam wrazenie, ze Niemcy sa uczeni w szkole, ze jak drzwi sie otwiorza na przystanku, wszyscy chetni wysiada, to zanim sie zamkna nalezy wstac i dopchac sie do drzwi, jesli sie wysiada na kolejnym i caly czas do docelowego przystanku przejechac na stojaco nawet jesli sie jest jednonoga staruszka.
Ostatnio mialam zabawna sytuacje.Siedzialam od okna, a obok mnie siedzial gosc z duza walizka (chyba na lotnisko jechal) i zapytal na ktorym przystanku wysiadam. Powiedzialam mu nazwe, on sprawdzil na wyswietlaczu, ze to JUZ za 2 przystanki, wiec wstal i kiwal sie z ta waliza, przez te 2 przystanki mnie 'wypuszczajac', a ja niedobra wstalam dopiero gdy autobus podjechal na wlasciwy przystanek. Potem usiadl z powrotem tam gdzie wczesniej siedzial.
Wiek: 40 Dołączyła: 24 Gru 2025 Posty: 115 Skąd: Europa
Wysłany: 2026-04-01, 18:51
'Niemiecka wydajnosc' jest w praktyce rownie wydajna, jak 'niemiecka punktualnosc' jest punktualna. Czyli wcale.
Mialam wypadek w pracy. Nic szczegolnego - nie zauwazylam schodka, upadlam i sobie glupi ryj rozwalilam. Zgodnie z procedurami zadzwonilam do szefa, a ten przyjechal na miejce wypadku, obejrzal mnie, felerny stopien, wypytal o wszystko i zglosil to 'dalej'. Po tym jak szef byl uprzejmy opisac calosc zdarzenia i wyslac (zapewne nie tylko) do Berufsgenossenschaft* poszlam do lekarza w BG Ambulanz**, gdzie mnie ponownie wypytano o wszystkie szczegoly zdarzenia i doznane obrazenia. Dali mi tez skierowanie do dentysty, bo sobie troche ukruszylam zeby, ale w historii, o ktorej chce pisac to akurat nieszczegolnie istotne.
No to BG dostalo 2x (od firmy i od lekarza) wszystkie informacje o wypadku. I dzisiaj sobie wracam do domu, a w skrzynce gruba koperta. Otoz przyslali mi ankiete do wypelnienia dotyczaca... szczegolow wypadku. Dokladnie to, co juz dostali dwa razy. Policzylam - dokladnie 38 kartek (slownie: trzydziesci osiem. Kartek. Nie stron. Kartek). Wszystko napisane tak, zeby jak najbardziej nadecie i skomplikowanie to brzmialo. Zamiast 'prosze opisac wypadek' jest cos w stylu 'prosze szczegolowo opisac zdarzenie, ktore doprowadzilo do pojawienia sie u pani dolegliwosci bolowych i innych w obrzasze kolan'. A tak, bo w ogole przyslali mi w tym liscie dwie ankiety! Jedna dotyczy wypadkujako takiego, a druga 'uszkodzenia kolan'.
Co wiecej nie dalej jak 2 dni temu dostalam od szefa ich numer telefonu. Po co? Otoz poza ryjem uszkodzilam tez zegarek i ponczochy (na kolanie, oczywiscie. To chyba dlatego dostalam ankiete o kolanach), wiec mam wyslac do BG rachunki za naprawe zegarka i nowe ponczochy. Nie moze mi sam tego zwrotu zalatwic, bo 'to moja szkoda, nie jego', nie moze mi podac maila ani nawet adresu pocztowego na jaki mam wyslac te rachunki, bo tego adresu nie ma (jak wiemy w ogolnoswiatowej firmie zatrudniajacej grube tysiace ludzi jestem pierwsza, ktora miala wypadek i firma tegoz adresu nigdy na oczy nie widziala). Musze zadzwonic***. BO TAK JUZ JEST! Po co? Zeby instytucje, ktorej jedynym sensem istnienia jest zajmowanie sie wypadkami w pracy poinformowac, ze wysle im rachunek za szkody poniesione w wypadku w pracy. Logiczne. Bez tego by na pewno ataku paniki dostali, bo sie nie spodziewali ze cos do nich przyjdzie, biedne misie.
Jakby tego bylo malo, to w pismie dolaczonym do ankiety strasza mnie konsekwencjami prawnymi, jesli ankiety nie wypelnie oraz kaza chyba w 5 miejscach w ankiecie wpisac numer telefonu w razie jakby musieli jeszcze mnie o cos dopytac, bo nie dosc dokladnie wsyzstko opisze lub cos sie nie bedzie zgadzalo we wszystkich 3 lub 4 wersjach opisz zdarzenia.
Coz, przynajmniej zapewniaja dzieki takim procedurom bardzo duzo miejsc pracy. Zbednych, ale kogo to obchodzi, prawda? Podatnik wytrzyma.
---
*Berufsgenossenschaft - nieistniejacy w Polsce panstwowy organ/ubezpieczalnia, ktorego jedynym celem istnienia jest zajmowanie sie wypadkami w pracy... hmm... moze cos jak ZUS, ale zajmujacy sie tylko wypadkami w pracy?
**BG Ambulanz - skrot od Berufsgenossenschaft Ambulanz. Rodzaj przychodni, ktory zajmuje sie tylko... tak, zgadliscie, wypadkami w pracy. Jesli wypadek nie byl na tyle powazmy, zeby trafic do szpitala, to sie tam idzie do ichniego 'chirurga wypadkowego', ktory czlowieka oglada, zadaje mnostwo pytan i wypelnia mase papierow.
***Nienawidze dzwonic. Zwlaszcza do obcych Niemcow. To moj 3. jezyk, wiec komunikacja w nim idzie mi jeszcze gorzej niz po polsku. No i uwazam to za strate czasu i zasobow wszystkich zainteresowanych stron.
Morgenstern, poczekaj na przelew. Tylko nie wstrzymuj oddechu . Ja mój Verletztengeld od BG otrzymałam po ośmiu miesiącach od wypadku w drodze do pracy. Już zdążyłam zapomnieć, że mi cokolwiek wiszą .
Wiek: 40 Dołączyła: 24 Gru 2025 Posty: 115 Skąd: Europa
Wysłany: 2026-04-02, 17:32
Wyrazilam dzisiaj w pracy ubolewanie nad koniecznoscia wypelniania tego. Wszyscy wokol wyrazili zrozumienie, a jeden z kolegow nawet zaproponowal, ze mi pomoze to wypelniac, bo to jest napisane wszystko w 'Behördedeutsch', czyli urzedniczym belkotem.