Rejestracja
Rejestracja
Autoagresywni Strona Główna
  Użytkownik: Hasło:



Poprzedni temat «» Następny temat
Wszyscy, ale nie ty.
Autor Wiadomość
Zakręcona 
Nikt ważny



Dołączyła: 01 Paź 2014
Posty: 407
Skąd: Polska

Wysłany: 2017-05-10, 21:54   Wszyscy, ale nie ty.

Od dawna nosi mnie w pewnej sprawie: chyba chce się po prostu wygadać. Wspominałam już z któryś z tematów, jak chodziłam do psychologa to matka uważała, że to mi nie pomoże i tylko uzależnie się od leków (taka ciekawostka moja babcia, gdy moja matka miała problemy natury psychologicznej samo jej powiedziała, że tylko przybędzie jej uzależnienie i niech się weźmie do pracy - los taki przewrotny jest i to znak, że robimy takie same błędy jak rodzice i ciężko się w sumie przed tym ustrzec). Otóż dowiedziałam się stosunków niedawno, że moja matka dużo pomagą w walce z depresją swojej znajomej, nawet opowiadała jak z nią w przychodni była, jak leki znajomej pomagają (ani słowa o tym, że mogą one zaszkodzić, tylko niech je dalej zażywa, skoro pomagają. Ja wiem córka to, nie to samo co koleżanka, ale smutno mi było, że ja takiego wsparcia nie miałam, ale teraz to było i minęło. Też sumie ma to z innymi sprawami: matka lubi jak kobieta gra na jakimś instrumencie (muzycznym), ale jak się uczyłam grać to już były wyrzuty: po co mi, muszę się tego uczyć, nie mam nic innego do roboty.
To tyle. Dziękuję za uwagę.




 
 
Wszyscy, ale nie ty.
nobody.more 
Włóczykijka



Wiek: 25
Dołączyła: 16 Maj 2016
Posty: 171
Skąd: małopolskie

Wysłany: 2017-05-11, 08:17   

Czasem własna matka lepiej traktuje innych niż własne dzieci z poczucia winy, albo po prostu nie chce lub nie umie. Przykre to jest,ale możemy sobie sami dac wsparcie! :)



nobody.more
 
 
 
Wszyscy, ale nie ty.
Szamanka 



Wiek: 30
Dołączyła: 18 Gru 2009
Posty: 8037
Skąd: śląskie

Wysłany: 2017-05-11, 17:40   

Zakręcona napisał/a:
taka ciekawostka moja babcia, gdy moja matka miała problemy natury psychologicznej samo jej powiedziała, że tylko przybędzie jej uzależnienie i niech się weźmie do pracy - los taki przewrotny jest i to znak, że robimy takie same błędy jak rodzice i ciężko się w sumie przed tym ustrzec

Tu masz chyba odpowiedź.
Koleżanka, to jakby nie patrzeć - to obca osoba.
Inaczej kwestia ma się przy "naszych". Niby problem ten sam, ale do swojego podwórka takich metod nie przyprowadzimy. Tak mi się wydaje, że to z poglądami wpojonymi przez babcie, Twoja mama nie potrafi inaczej spojrzeć w tej sytuacji na Ciebie.




Przejęcie kontroli nad światem za pomocą łyżeczki i waty cukrowej
Fajken machen, kafen trinken. Hołk!
 
 
Wszyscy, ale nie ty.
Arche 



Wiek: 20
Dołączyła: 13 Lip 2014
Posty: 1896
Skąd: Polska

Wysłany: 2017-05-11, 18:06   

Zakręcona, podejście jak u większości rodziców. Moja mama fakt faktem- radzi sobie w życiu bardzo dobrze i mimo tego, jak źle było walczy dalej.
Ale to nie znaczy, że ja jestem tak samo silna psychicznie.
Jeśli jej coś jest niepotrzebne- mi również. Ona bez tego czy tamtego żyła, ja też. :)
Ale jeśli juz jest temat o psychologu, chorób psychicznych, zawsze najbardziej przejęta i zaangażowana. Ja gdybym jej powiedziała o tym, że choruję przez nią na bulimię od gimnazjum, to by mnie wyśmiała, powiedziała, że ludzie mają gorzej i żebym się ogarnęła, bo ona nie ma czasu na takie rzeczy.
Kiedy w 6 klasie zauważyła, że się okaleczam (co było po części dla zwrócenia jej uwagi) wzięła mnie raz do psychologa i stwierdziła, że to wystarczy, po co się męczyć i jeździć z tym dzieciakiem do miasta, bo sobie wymyśliło jakieś głupie problemy.
Kiedy słyszy, że ktoś się okalecza... O matko, poleca psychologów na drugim końcu polski.




 
 
Wszyscy, ale nie ty.
Zakręcona 
Nikt ważny



Dołączyła: 01 Paź 2014
Posty: 407
Skąd: Polska

Wysłany: 2017-05-11, 22:10   

Szamanka napisał/a:
Zakręcona napisał/a:
taka ciekawostka moja babcia, gdy moja matka miała problemy natury psychologicznej samo jej powiedziała, że tylko przybędzie jej uzależnienie i niech się weźmie do pracy - los taki przewrotny jest i to znak, że robimy takie same błędy jak rodzice i ciężko się w sumie przed tym ustrzec

Tu masz chyba odpowiedź.
Koleżanka, to jakby nie patrzeć - to obca osoba.
Inaczej kwestia ma się przy "naszych". Niby problem ten sam, ale do swojego podwórka takich metod nie przyprowadzimy. Tak mi się wydaje, że to z poglądami wpojonymi przez babcie, Twoja mama nie potrafi inaczej spojrzeć w tej sytuacji na Ciebie.


Szkoda... a powinna być tak, że skoro przeszła to samo to ja, to powinna inaczej zareagować... to wychodzi na to, że coś wpojone zostaje. Boję się, że to też przejdzie na mnie, że będę popełniać te same błędy, ale to już inna historia. Może też się o to rozchodzi (niedawno przeszło mi to na myśl), że jakby przyznała, że coś ze mną nie tak to jakby się przyznawała, że zawaliła przy wychowaniu mnie, że poniosła porażkę, do której nie chce się przyznać...?




 
 
Wszyscy, ale nie ty.
Szamanka 



Wiek: 30
Dołączyła: 18 Gru 2009
Posty: 8037
Skąd: śląskie

Wysłany: 2017-05-12, 11:29   

Zakręcona, że tak spytam - jesteś pełnoletnia?



Przejęcie kontroli nad światem za pomocą łyżeczki i waty cukrowej
Fajken machen, kafen trinken. Hołk!
 
 
Wszyscy, ale nie ty.
Zakręcona 
Nikt ważny



Dołączyła: 01 Paź 2014
Posty: 407
Skąd: Polska

Wysłany: 2017-05-12, 13:57   

Szamanka, tak jestem.



"Gdy przeglądasz się w lustrze i masz ochotę je stłuc, to nie lustro trzeba zniszczyć, to ciebie trzeba zmienić."
 
 
Wszyscy, ale nie ty.
Castro 



Wiek: 33
Dołączyła: 08 Maj 2017
Posty: 555
Skąd: Polska

Wysłany: 2017-05-12, 17:28   

Arche napisał/a:
Kiedy w 6 klasie zauważyła, że się okaleczam (co było po części dla zwrócenia jej uwagi) wzięła mnie raz do psychologa i stwierdziła, że to wystarczy, po co się męczyć i jeździć z tym dzieciakiem do miasta, bo sobie wymyśliło jakieś głupie problemy.

Ja po pierwszej sesji terapii rodzinnej usłyszałam od matki, że 'zrobiłam z niej idiotkę' i to też był koniec mojego leczenia przed 18. :smutna piątka:

Zakręcona napisał/a:
Szkoda... a powinna być tak, że skoro przeszła to samo to ja, to powinna inaczej zareagować... to wychodzi na to, że coś wpojone zostaje.

No właśnie nie tak do końca. Gdyby zachowała się wobec Ciebie inaczej, to by musiała przyznać sama przed sobą, że jej matka ją skrzywdziła/zignorowała/zraniła i musiała by się zmierzyć w sobie z tym poczuciem krzywdy. Traktując Ciebie tak samo, jak ona została potraktowana, nie musi sobie tej własnej krzywdy uświadamiać. To nie jest tak, że ta postawa została 'wpojona', ona po prostu może być emocjonalnie dla Twojej matki łatwiejsza, bo skoro jej tak zrobiono i żyje i ona Tobie tak zrobiła i żyjesz, to znaczy, że można udawać, że nikt nie doznał krzywdy. Z jednej strony możesz mieć rację, że ona nie chce się przyznać do błędów wychowawczych, a z drugiej może też jej być trudno uświadomić sobie, że wobec niej podobne błędy zostały popełnione. I nie żebym ją próbowała usprawiedliwiać... jedynie próbuję wyjaśnić możliwy mechanizm.




 
 
Wszyscy, ale nie ty.
Zakręcona 
Nikt ważny



Dołączyła: 01 Paź 2014
Posty: 407
Skąd: Polska

Wysłany: 2017-05-12, 23:05   

Castro napisał/a:
Zakręcona napisał/a:
Szkoda... a powinna być tak, że skoro przeszła to samo to ja, to powinna inaczej zareagować... to wychodzi na to, że coś wpojone zostaje.

No właśnie nie tak do końca. Gdyby zachowała się wobec Ciebie inaczej, to by musiała przyznać sama przed sobą, że jej matka ją skrzywdziła/zignorowała/zraniła i musiała by się zmierzyć w sobie z tym poczuciem krzywdy. Traktując Ciebie tak samo, jak ona została potraktowana, nie musi sobie tej własnej krzywdy uświadamiać. To nie jest tak, że ta postawa została 'wpojona', ona po prostu może być emocjonalnie dla Twojej matki łatwiejsza, bo skoro jej tak zrobiono i żyje i ona Tobie tak zrobiła i żyjesz, to znaczy, że można udawać, że nikt nie doznał krzywdy. Z jednej strony możesz mieć rację, że ona nie chce się przyznać do błędów wychowawczych, a z drugiej może też jej być trudno uświadomić sobie, że wobec niej podobne błędy zostały popełnione. I nie żebym ją próbowała usprawiedliwiać... jedynie próbuję wyjaśnić możliwy mechanizm.


Rozumiem ten punkt widzenia, to by się zgadzało. Ona wyszła z tego bez pomocy matki to i ja wyjdę, tylko jej problemy zaczęły się dużo później niż u mnie (chociaż nie wiem czy wiek, to ma znaczenie) i miała już męża, który w większym lub mniejszym stopniu jej pomagał. Tak ładnie sprawa zamieciona pod dywan. Czuję się trochę jakbym za wszelką cenę chciała ją oczernić... zawsze kiedy o nią chodzi o mam mieszane uczucia. Może to właśnie taki mechanizm, żeby przetrwać, nie męczyć się z myślami : tak samo jak nie przepraszamy się nawzajem czy ja coś złego zrobi czy ona, po prostu po jakimś czasie wszystko wraca do normy. Znaczy ja nie oczekuje przeprosin ani nic w tym stylu.
Tylko po co ze mną poszła do psychologa za pierwszym razem (nie byłam jeszcze pełnoletnia) w ogóle po co się zgodziła ze mną iść, i te późniejsze pytania: po co leki zażywam skoro nie pomagają (tak jakby tydzień mógł coś zdziałać), po co chodzę do lekarza. Tego najbardziej żałuje, że poprosiłam ją o pomoc. Najgorsze w tym, że później nie pomagała, ale rozpowiedzieć rodzinie, że chodzę do psychologa i to ich pewnie wina, to mogła jak najbardziej. I nie, nie wcale nie słyszałam ich komentarzy jaka to jestem dziwna i co kombinuje - że nie rozmawiali o mnie w tym samym pokoju co ja byłam, nie znaczy, że nic nie słyszałam. Później miałam długo miałam przerwę, po kilku latach dopiero odważyłam się znowu leczyć, ale trwało to krótko:
1) po lekach strasznie źle się czułam,
2) moja problemy wydawały się takie małe (dalej się wydają).
3) nie powiedziałam lekarzowi wszystkiego - nigdy nie wspomniałam, że ma myśli samobójcze, że czasami dochodzi do autoagresji, tylko ot tak gorzej się czuje,
4) te poczucie, że ja nie powinnam mieć problemów ze sobą, przynajmniej takich większych: bo jakaś tragedia mnie nie dosięgła, nie znęcają się nade mną, dochodziło do lekkich nie przyjemnych incydentów - ale powiedzmy były to w granicach normy. Mam gdzie mieszkać... ale coś jest nie tak. Nie potrafię odnaleźć się ani w grupie ani w mojej rodzinie
Może kiedyś zbiorę się, żeby iść na kolejną wizytę.
Tyle lat minęło... to nie tak, że to ciągle wspominam, chciałam to wyrzucić i zostawić za sobą, nigdzie indziej nie mogę tego zrobić.




 
 
Wszyscy, ale nie ty.
Szamanka 



Wiek: 30
Dołączyła: 18 Gru 2009
Posty: 8037
Skąd: śląskie

Wysłany: 2017-05-13, 17:25   

Zakręcona, to czemu sama nie pójdziesz sobie pomóc? Na NFZ do psychiatry a potem na terapię. Zgody mamy nie potrzebujesz, a akceptacja może przyjdzie z czasem.
W mamie oparcia nie masz, w babci też. A masz kogoś? To może być nawet dobra kumpela. Fajnie mieć kogoś przy takim leczeniu.




Przejęcie kontroli nad światem za pomocą łyżeczki i waty cukrowej
Fajken machen, kafen trinken. Hołk!
 
 
Wszyscy, ale nie ty.
Zakręcona 
Nikt ważny



Dołączyła: 01 Paź 2014
Posty: 407
Skąd: Polska

Wysłany: 2017-05-13, 18:54   

Szamanka napisał/a:
Zakręcona, to czemu sama nie pójdziesz sobie pomóc? Na NFZ do psychiatry a potem na terapię. Zgody mamy nie potrzebujesz, a akceptacja może przyjdzie z czasem.
W mamie oparcia nie masz, w babci też. A masz kogoś? To może być nawet dobra kumpela. Fajnie mieć kogoś przy takim leczeniu.


Czemu, nie pójdziesz sobie pomóc... sama nie wiem..., znaczy po uzyskaniu pełnoletności sama poszłam do psychologa, w liceum. Nie pamiętam, dlaczego zrezygnowała i po raz kolejny udałam się do niego gdy już byłam na drugim czy trzecim roku studiów, ale moje problemy wydawało mi się wciąż bez znaczenia, dalej nie potrafiłam powiedzieć to co mi leży na sercu, sprawia największą trudność. Gdy napisałam się wtedy do lekarza miałam w głowie listę co powiedzieć, co mnie trapi, a gdy weszłam do gabinetu skończyło się na tym, że wzajemnie patrzyliśmy na siebie i nic z tego nie wynikło. Już tam nie wróciłam. I to ukrywanie, głównie moja paranoja, że ktoś znajomy mnie zobaczy lub ktoś znajdzie w domu leki nie dawała mi spokoju.
Czy mam kogoś... po dłuższym namyślę, to chyba nie: rodzina odpada, a znajomi chyba też. W ogóle nigdy nie wspomniałam im, że mam takie kłopoty (jednej kiedyś wspomniałam, że gdzieś niedługo wyjadę i nie będziemy się kontaktować - nie zorientowała się, że mówię o samobójstwie). Po za tym wstydzę się tego i boję się jak mogą zareagować , nie czuję się pewnie jeśli chodzi o przyjaźń między nami.




 
 
Wszyscy, ale nie ty.
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0.17 sekundy. Zapytań do SQL: 11